A tak, dzisiaj sobie pomarudzę. Tytuł jasno i wyraźnie ostrzega, więc jak ktoś nie ma chęci czytać narzekań, to lepiej niech szybko stąd zmyka, bo mu zepsuję humor/zanudzę/coś-jeszcze-czego-nie-mogę-wymyślić-bo-w- tej-chwili-jestem-stanowczo-za-mało-kreatywna.
Jestem nieco aspołeczna, jeśli o przebywanie z rodziną chodzi. Do takiego wniosku ostatnio dochodzę w ogólności, a podczas tego weekendu w szczególności. Tu ślub, tam I komunia… a ja mam już dość przebywania z kochanymi krewnymi na dość długi czas. Mało bawią mnie taki imprezy, ale tak samo nie bawi mnie kolektywnie – kameralne grzebanie w przydomowym ogródku. Wobec tego, chyba jednak będzie ze mnie marna kura domowa, bo ilość posadzonych wiosną kwiatów raczej mnie przeraża niż cieszy, bo kto to potem będzie podlewał? No właśnie. Przynajmniej mam okazję na jakiś czas od rodzinki odsapnąć – nie ma to jak daleki, weekendowy wojaż gdzieś, gdzie wreszcie będę mogła odpocząć… poniekąd ;p
Na co by tu jeszcze ponarzekać… a tak, studia. No, to wszem i wobec ogłaszam, że mam dość. Powoli mój kierunek przestaje mnie bawić. Pocieszcie, że to normalne i po wakacjach mi przejdzie, bo inaczej zwariuję i ukiszę się dokumentnie na tej pogiętej filologii. Bo ileż można się babrać w fonetyce, słówkach, gramatykach i najstarsi Indianie nie wiedzą czym jeszcze. Nuda panie, nuuuda i rutyna mi się wkrada podstępnie do tej całej nauki, co bynajmniej nie sprzyja zbliżającemu się zjawisku sesji.
Ponadto, na blogaska swego słitaśnego, koffanego ponarzekam. Bo mi się przestał podobać, a nie mam czasu i chęci go przemeblować. Może jakiś kreatywny nadgorliwy ma chęć to za mnie zrobić? ;>
Coby nie było, że brak mi samokrytycyzmu, to na siebie też pozrzędzę. Trzeba upaść na samo dno ekshibicjonizmu wszelkiego, żeby takie głupoty na blogach wypisywać.Niestety, brak mi weny, nastroju i wszelkiego, co potrzebne, żeby stworzyć coś nieco bardziej strawnego. W sumie po co się wysilać, skoro i tak to przeczytacie, plotkarze jedni ;p
No, to idę się jeszcze trochę nad sobą poużalać. I porzucę bloga na kolejne pół miesiąca, chyba, że z niezrozumiałych przyczyn jednak jakaś pogięta wena, tudzież muza usiądzie mi na ramieniu albo wlezie do głowy i odejść będą chciały tylko jedną drogą, mianowicie pisemną. Ale czy muszę wspominać, że w to szczerze wątpię? ;]
11 maj 2008 at 20:32
“humor/zanudzę/coś-jeszcze-czego-nie-mogę-wymyślić-bo-w-tej-chwili-jestem-stanowczo-za-mało-kreatywna.” tego nie widać w całości :p
“roidziną chodzi, Do|”
rOi!dzina? :> i po przecinku duża litera?
“bo ilość posadzonych wiosną kwiatów raczej mnie przeraża niż cieszy”
to nie oznacza, że nie będziesz kurą domową, tylko że nie będziesz hipiską, co się chwali!
“bark mi weny”
piękne ;D
14 maj 2008 at 1:00
xD nie narzekaj, to mnie teraz czeka ciężki okres, egzaminowy, zaliczeniowy i opracowywanie na każdy przedmiot ponad 100 zagadnień, i ani chwili na odpoczynek, blee ;p
no Ty marudo, bierz się w garść!
bro, xD xD xD
15 maj 2008 at 12:13
zresztą jestem wyrozumiała, taś, taś, biedna Sol, oj biedna, taś, taś ^^
16 maj 2008 at 20:00
Bro, z marudą się nie zadziera ;> nie miałam czasu sprawdzić jak to wygląda, ale już poprawione.
Zapomniałam dodać – nienawidzę swojej klawiatury ;]
Color – mendo, nie odzywaj się ;p
18 maj 2008 at 13:26
zobaczysz, aniolek przyleci i podyktuje ci piekne slowa
:D
20 maj 2008 at 22:00
Kto zadziera ten zadziera; “podwijam kiecę i lecę” ;]