czerwiec 2008


Podróże kształcą. Podróże dają możliwości. Podróże… zagrażają zdrowiu psychicznemu. Tak, tak, drodzy moi, jeśli chcecie zachować jego resztki, to siedźcie grzecznie w domku, pod kocykiem z herbatką, względnie jakimś innym płynem udającym coś zdatnego do picia, na ten przykład z kawą. Gdybym jeszcze stosowała się do własnych rad… ale nieeee, rozwydrzone smarkule zawsze muszą być mądrzejsze od radia. Pognało mnie w jakoweś dzikie ostępy i mam za swoje. Zachciało mi się wojaży i teraz widuję urojone kaczki. Radioaktywne w dodatku. Jak na moje oko wyglądały całkiem normalnie – pływały, kręciły kuperkami, kwakały… ale Tubylec, a raczej Tubylczyni orzekła, że są urojone. Okej, kłócić się nie będę (mimo, iż to kłóci się z wizerunkiem rozwydrzonej smarkuli zawsze mądrzejszej od radia). Później poczułam, że mi mokro. Bynajmniej nie z tego powodu, o którym co niektórzy pomyśleli Po prostu coś bezczelnie spadło mi na dłoń. Potem na głowę. I różne inne części mojego prywatnego ciała. Stwierdziłam, że pada i czas wracać. Ale Tubylczyni orzekła, że wcale nie pada, a jak mi mokro, to żebym usiadła między kroplami… Aha. Do urojonych kaczek doszedł urojony deszcz. Zwyczajnie oszalałam. Tym razem do szczętu. Ostatkiem sił piszę, by was przestrzec… nie… wychodźcie… z domu…

pi
pi
piiiiiiii _/\_/\_/\__/\___/\__________/\__________/\______________________________________________

PS A jak mnie jeszcze raz ktoś od ostoi rozsądku wyzwie, to napuszczę urojone, napromieniowane muszki

Nie umiem pisać. Jendrju, wybacz pożyczkę, to bynajmniej nie ma być plagiat, tylko konstruktywny wniosek. Ja po prostu nie umiem pisać.

tacy, którzy ze wszystkiego potrafią zrobić pomysł na notkę. I to jeszcze opisać to tak, że chce się czytać. Są inni, którzy piszą rzadziej, ale w stylu rozbrajająco – surrealistycznym. Aż czasem nie starcza konceptu na inteligentny komentarz. No, ale nic w tym dziwnego, skoro się nie umie pisać. Są wreszcie tacy, którzy pomimo pokrewieństwa z Didelphis marsupialis, bynajmniej nie występującym w naszym rodzimym kraju w warunkach naturalnych, porywają swym polonistycznym flow. Po prostu,niektórzy mają ten dar. A niektórym go brak. I tacy właśnie przez pomyłkę zakładają słiiiit – blogaski, na których publikują coś raz na ruski rok. I to tylko dlatego, że jakaś drugorzędna muza pomyli adresy i trafi przez pomyłkę pod ten, a nie inny. Pewnie zanim wcisnę “publikuj” będę skrajnie zdegustowana tymi moimi wypocinami. Ale co w tym dziwnego, przecież ja naprawdę NIE UMIEM PISAĆ.

PS Pisać nie umiem, ale za to udało mi się ukryć w tym mini tekście wszystkie zaprzyjaźnone, zlinkowane blogaski. Ha! ;]