Podróże kształcą. Podróże dają możliwości. Podróże… zagrażają zdrowiu psychicznemu. Tak, tak, drodzy moi, jeśli chcecie zachować jego resztki, to siedźcie grzecznie w domku, pod kocykiem z herbatką, względnie jakimś innym płynem udającym coś zdatnego do picia, na ten przykład z kawą. Gdybym jeszcze stosowała się do własnych rad… ale nieeee, rozwydrzone smarkule zawsze muszą być mądrzejsze od radia. Pognało mnie w jakoweś dzikie ostępy i mam za swoje. Zachciało mi się wojaży i teraz widuję urojone kaczki. Radioaktywne w dodatku. Jak na moje oko wyglądały całkiem normalnie – pływały, kręciły kuperkami, kwakały… ale Tubylec, a raczej Tubylczyni orzekła, że są urojone. Okej, kłócić się nie będę (mimo, iż to kłóci się z wizerunkiem rozwydrzonej smarkuli zawsze mądrzejszej od radia). Później poczułam, że mi mokro. Bynajmniej nie z tego powodu, o którym co niektórzy pomyśleli
Po prostu coś bezczelnie spadło mi na dłoń. Potem na głowę. I różne inne części mojego prywatnego ciała. Stwierdziłam, że pada i czas wracać. Ale Tubylczyni orzekła, że wcale nie pada, a jak mi mokro, to żebym usiadła między kroplami… Aha. Do urojonych kaczek doszedł urojony deszcz. Zwyczajnie oszalałam. Tym razem do szczętu. Ostatkiem sił piszę, by was przestrzec… nie… wychodźcie… z domu…
pi
pi
piiiiiiii _/\_/\_/\__/\___/\__________/\__________/\______________________________________________
PS A jak mnie jeszcze raz ktoś od ostoi rozsądku wyzwie, to napuszczę urojone, napromieniowane muszki ![]()