lipiec 2008


Czas mija. I to, cholera jasna, jakoś tak strasznie szybko. Jakby tego było mało, wszystko wokół się zmienia, włączając w to – o zgrozo – moje życie. Tylko czy ta zgroza tam na pewno jest potrzebna? Czas na małe autobadanie tego, co mi się ostatnio zdarzyło.

Utyłam. No dobra, początek kiepski… ale taka jest prawda, że tu i ówdzie co nieco mi przybyło. Szkoda, że nie w jedynym rejonie, gdzie byłoby to pożądane… ^^ Dobra wiadomość jest taka, że jednak zaczynam powoli te niechciane dekagramy tracić. Co regularnie czczę przez napychanie się bezami – bo nie ma zdrowszej i bardziej niskokalorycznej diety, prawda? ^^

Kochane ciałko co nieco urosło, ale to nic w porównaniu z mym życiem wirtualnym, które rozrosło się do rozmairów monumentalnych. Wbrew wszelkim moim domysłom, przewidywaniom, zarzekaniom, że ja nie, że po co mi to, że internet to tylko net i zabawa. Los ma zwyczaj robić nam perfidnie na złość i doprowadzać do sytuacji dokładnie przeciwnych naszym zamierzeniom. Tak i ja, dzięki pewnemu forum, poznałam kilkoro wspaniałych ludzików. Nie wiem, co strzeliło mi do łba, gdy zgodziłam się po raz pierwszy na randkę w ciemno z tą bandą potencjalnych seryjnych morderców, ale do dziś dnia dziękuję tej nieznanej mi sile. Bo kontakt został nawiązany i – jak na razie – całkiem nieźle się trzyma. Z tego miejsca ściskam Was wszystkich i każdego z osobna, moje zboki, moi stetryczali stróże nastoletniego, smarkatego nastroju, moi wy słiiiit blogaskowi współpisacze (i nie tylko^^).

Nie tylko życie wirtualne mi się rozbuchało. Także rodzinka mi się cokolwiek powiększyła. Zyskałam dwie siostry, z czego jedna jest daltonistką, a druga oposem. Przy czym opos jest równocześnie matką daltonistki, a jej ojcem nasz brat niebieski. Nie można także zapomnieć o tym, że szanowne miano matki przysługuje też daltonistce, jako matce założycielce radia i matce chcrzestnej mafii radiowej, a ja wraz z dydelfikiem jesteśmy jej prawymi rękami. Comprende? ^^

Coby się z siostrami bardziej zbratać, grzecznie zaliczyłam pierwszy rok studiów dla pomyleńców (tak w ramach solidarności ze starszymi pomyleńcami). Bo kto normalny idzie na filologię (mniejsza już jaką)? Właśnie. Choć czasem moja Alma Mater z przyległościami i całym dobrodziejstwem inwentarza doprowadza mnie do szewskiej pasji/białej gorączki/nerwicy/histerii/depresji (niepotrzebne skreślić), to na razie jakoś tam sobie radzę. Może nie wybijam się przesadnie i nie frunę po bezchmurnym nieboskłonie wraz z największymi, najdostojnieszymi tudzież najwspanialszymi orłami mego roku (a raczej nie pruję jak te terminatpry ;p), to daję sobie radę z tymi descriptiv grammarami, listeningami, phoneticsami i najstarsi Indianie nie wiedzą czym jeszcze. Tak łatwo się mnie nie pozbędą, no ;]

Wydarzyło się oprócz tego sporo. Rzekłabym nawet, że o parę rzeczy za wiele… Zamiast tych spraw chętnie pod kategorią “odfajkowane” umieściłabym parę niespełnionych nadziei i pragnień. Ale czasu nie zawrócimy, tego, co zesłane zostało nie zmienimy. Cieszyć się trzeba tym, co się ma, a nie martwić tym, czego się nie ma (jak mi kiedyś Ktoś mądry powiedział ;) ). Dlatego zamierzam się cieszyć, dopóki mam z czego, a całą resztę olewać, no^^ Tylko jednego naprawdę mi szkoda… że właśnie przezd paroma minutami straciłam na zawsze miano rozwydrzonej, smarkatej nastolatki. Oby to się nie przerodziło w kryzys osobowości ;)

Jednak pisanie na blogu może być ciekawym wypełnieniem czasu. Tylko zazwyczaj wszystko rozbija się o jeden i ten sam problem – brak weny, względnie tematu. Zastanawialiście się kiedyś jak długi tekst można stworzyć, gdy brakuje jednego i drugiego? Ja zawsze obstawiałam, że w ogóle nie da się nic sensownego napisać. No bo ani o czym, ani jak… a jeśli już pomroki umysłu nienatchnionego urodzą w bólach potwornych jakieś coś, to absolutnie nie nadaje się to do czytania. Do strawienia tym bardziej.

Niemniej, nuda wakacyjna nakłoniła mnie do przeprowadzenia pewnego eksperymentu. Czy da się pomimo braku wszystkiego, co niezbędne, by dobry tekst powstał, napisać coś, co przeczytają inni? Wynik: tak, teoretycznie się da, czego wynikiem jest to-to na Waszych monitorach. Czy jest to strawne, to inna para trampek… ale da się ^^

PS Uroczyście obiecuję, że koniec z emo-notkami na tym blogu. Serio, serio ^^

“-Wszystko w porządku?
-Tak, jasne
-Nie.

“-Jak się czujesz?
-Świetnie, dzięki
-Beznadziejnie.

“-Wszystko gra?
-Jasne, jak zwykle
-Świat mi się wali.

“-Uśmiechnij się, coś taka ponura? O widzisz, od razu lepiej, nie pasuje Ci ta smutna mina!”

‘nie dowiesz, nie dowiesz nigdy się
co prawdą, co prawdą, a co kłamstwem jest…’