One już tam są. Wiem to, czekają na mnie, czają się i ostrzą swoje błyszczące białe kły, i szlifują zabójcze szpony. Obmyślają okrutne psychiczne tortury, nasyłają szpiegów, by zdobyć informacje o moich wrażliwych punktach. Choć data rozpoczęcia cierpień mych to dopiero 15 kwietnia, to już teraz starają się zdobyć przewagę psychologiczną nawiedzając mnie w długie, zimne, samotne wieczory. A w godzinę zero, te małe, złośliwe mutanty rzucą się na mnie i rozszarpią na drobne kawałeczki, zmielą wproch i rozsypią na cztery wiatry, żebyt nawet najmniejszy ślad nie pozostał.
Niniejszym więc, wszyscy moi mili, milsi i najmilsi, żegnam sięz Wami, póki resztki zdrowych zmysłów mnie nie opuściły. Już się pewnie nie zobaczymy… cieszę się, że miałam okazję spotkać tylu świrów, popaparańców i skrzywieńców oraz serdecznie żałuję, że jeszcze z paroma osobami spotkać mi się nie udało. Mam nadzieję, że odpuścicie mi moje winy i zachowacie dobre wspomnienia… (a jak będziecie mnie obgadywać, to wrócę i zacznę takich delikwentów nawiedzać nocami, recytując wykłady z descriptive grammar).
Po Wielkanocy rozpoczynam praktyki nauczycielskie. Somebody kill me, please.